Moje dziecko – przedszkolak

dnia

Fakt jest taki, że miałam napisać post o różnicach pomiędzy nosidłami ergonomicznymi a tymi nie ergonomicznymi inaczej zwanymi wisiadłami.
Ale… Moi drodzy, córa ma jest przedszkolakiem i ta kwestia tak mocno mnie absorbuje, że chwilowo nie umiem znaleźć ładnych słów by określić szkodliwość wisiadeł 😀

Zatem wybaczcie, będzie tandetnie i pewnie trochę z rytmem blogowego życia – bo chyba każdy napisał lub napisze o tym post 🙂  Ja sama naczytałam się ich całą masę, po to by lepiej przeżyć nadchodzące dni.

Z przedszkola, do którego zapisaliśmy Oliwię otrzymaliśmy 11 punktów jako taki „klucz” nie wszystkie do mnie przemawiają, niektóre jest mi ciężko zrealizować ale staram się. Staram się, by zminimalizować stres Oliwii związany z nowym miejscem, ludźmi i rozłąką.

Było tak:

Po pierwsze:  Rozmowa. „Rzucałam” jej hasłami: przedszkole, dzieci, zabawa, zjeżdżalnia ( bo uwielbia 😉 ) z nadzieją, że zostanie jej w głowie to,  że nie wyrażałam się źle i ze strachem o miejscu w którym miała zostać. Chciałam ją zachęcić , co może w naszym przypadku nie było wyjątkowo trudne, bo Oliwia na słowo dzieci reaguje niepohamowaną radością.

Po drugie: Podczas pobytu wspólnie z nią na sali dostosowywałam się do niej. Nie stałam nad nią i nie upominałam co chwilę, pozwoliłam jej odejść na bezpieczną dla niej odległość. Były chwile że bawiła się wyśmienicie, a po chwili szukała nas wzrokiem po sali,po czym wracała do dalszej zabawy.

Po trzecie: Po wyjściu nie „napastowałam” jej pytaniami, jak było, czy jej się podobało, czy pójdzie jutro. Dałam jej odpocząć ( i sobie też 😀 ). Wieczorem na dobranoc opowiedziałam bajkę o Miffy, która poszła do przedszkola, na koniec zapytałam czy też chce jutro pójść. Odparła tak i na tym skończyłam rozmowę o przedszkolu.

Po czwarte: Pożegnania. Tu chyba nie mogę jeszcze się wypowiedzieć zbyt dobrze, tydzień to zbyt krótko by znaleźć własny sposób na pożegnanie. U nas po wyjściu z szatni pojawiała się fascynacja dziećmi i szybko biegła do sali, aż musieliśmy się upominać o buziaka. I choć chciałabym by taki stan był już trwały, to doskonale wiem, że z dwulatką nie ma nic stałego 🙂
Jednak, na naszej „instrukcji” napisane jest, że powinnam szybko się pożegnać i wyjść. I generalnie, pewnie nie jest to najgorsza opcja i coś za nią przemawia, lecz nie wiem czy to nie naruszyło by za bardzo moich granic, w końcu to moje dziecko i tylko my rodzice wiemy na ile możemy sobie pozwolić i kiedy wyczuć ten moment że jest już na tyle OK, żeby wyjść.

Po piąte:  Jako że Oliwia nie zna się na zegarku 😀 mówiłam jej obrazowo, kiedy po nią przyjdę: Po obiedzie. Jak wyjdziecie na dwór. Jak wrócicie z basenu z kulkami. Myślę że działało 🙂

Powinnam mieć do siebie pretensje, że z tych dni, mam w sumie chyba tylko jedno zdjęcie nadające się do jako takiej publikacji –  wiecie czemu?
Bo mi się ręce trzęsły ze strachu, którego tak bardzo nie chciałam pokazać córce.
Bo oczy nie widziały najlepiej, gdy non stop mrugałam, by nie poleciały soczyste łzy wzruszenia, że jest już z niej taka duża dziewczynka! ❤

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s